Oj rano działo się u nas sporo. Na początek pierwsza pobudka w wykonaniu wachty I, mimo sprawnej organizacji nie udało się niektórym nie spóźnić na apel :(, szkoda bo następne budzenie 20 minut wcześniej żeby wszyscy zdążyli. Plan dnia przewidywał wyście z portu macierzystego na godzinę 1030 ale jak wiadomo warunki atmosferyczne lubią płatać figle i po omówieniu budowy jachtu i nauce stawiania żagli nad Wilkasami przeszedł istny armagedon w postaci 3 burz. Na szczęście żaden z naszych Piratów, bo Żeglarzami jeszcze ich nazwać nie mogę, nie boi się burzy. Obyło się bez pisków i krzyków :) Kiedy ok. 1300 zjedliśmy wspaniałe obiadki, po których trzeba było pozmywać, postanowiliśmy wyjść na wodę. Udało się ok 1500 :) i jeziorze Niegocin zaroiło się od naszych pomarańczowych kapoczków, dzięki czemu byliśmy widoczni :) Kilka wstępnych zwrotów i do steru zasiedli wszyscy oprócz kadry :)))) w wachcie I jako pierwsza na pożarcie przy sterze Marta, później kolejno Oskar, Oliwka, Antek, Maciek i Kuba :) jakież było moje zdziwienie gdy bez najmniejszych problemów dali radę sami poprowadzić jacht :) ostrzenie i odpadanie nie sprawiało im większych problemów.(Najlepsze były moje twixy i Oskar ale reszta też super) Jeszcze musimy popracować nad komendami i myślę że za 2 dni będą pełnowartościową załogą :) Na pozostałych dwóch łódkach było identycznie ale nie wiem kto po kim się zmieniał :) Po powrocie do portu była kąpiel w jeziorze ale nie za długa bo przecież dziś wspaniały grill i FINAŁ, i co??? Niestety przegrała Italia :(((((((( teraz wszyscy smacznie śpią i mam nadzieje że o żeglowaniu śnią :)
Ja przepraszam że może mało składnie piszę ale zważywszy na godzinę publikacji mogę być lekko zmęczona :) Jednak nikt ie mówił że letko będzie :DD
Z żeglarskim pozdrowieniem
HBM, KT, KP i KK oraz "mała pomarańczowa szarańcza" ;)
Ja przepraszam że może mało składnie piszę ale zważywszy na godzinę publikacji mogę być lekko zmęczona :) Jednak nikt ie mówił że letko będzie :DD
Z żeglarskim pozdrowieniem
HBM, KT, KP i KK oraz "mała pomarańczowa szarańcza" ;)
No jak życzyliśmy pomyślnych wiatrów to nie chcieliśmy przesadzić:-). Ale nic tak nie przekuwa szczurów lądowych w wilki jeziorne ;-) jak pogoda właśnie.
OdpowiedzUsuńWięc!
Szarańczo do dzieła, łapcie wiatr w skrzydła. A na ustach: "cała naprzód ku nowej przygodzie".
Pozdrowienia z Warszawy także dotkniętej gniewem Neptuna. W nas to i gradem ciskał.
Jak dobrze wiedzieć, że u Was wszystko w porządku!
OdpowiedzUsuńJakie to cudowne urządzenie ten komputer z internetem! W imieniu Matek Niedzwoniących Do Dzieci pragnę podziękować Helenie za obfitość informacji:) Pozdrawiamy szanowną Kadrę i małą pomarańczową szarańczę;)
OdpowiedzUsuńPrzyłączam się do podziękowań, te relacje to istny miód na skołatane nerwami matczyne serca:)
UsuńPozdrowienia dla Kadry i małych piratów:)
Beata mama Jakuba
Hela jesteś kochana:) My codziennie od 23 odświeżamy co 10 min w oczekiwaniu na wpis :)))
OdpowiedzUsuńRano przekazujemy wieści młodszej pociesze. Pierwsze słowa Ani po przebudzeniu od dwóch dni to w przypadku dnia dzisiejszego: już za 5 dni Maciek wraca do domu:)
Ja od 24.00 odświeżam co 5 minut :)
UsuńOd dwóch dni chodzę niewyspana :)))
Patrz Sylwia ja też jestem troszkę nie wyspana ale jaka zadowolona że dzieciaki są na świeżym powietrzu i z dnia na dzień coraz lepiej radza sobie na wodzie :D
OdpowiedzUsuńA wiesz jaka ja jestem zadowolona jak zobaczę Twój wpis na blogu :)
Usuń